|
Wpisany przez Administrator
|
|
Czwartek, 28 Maj 2009 14:54 |
|
Strona 9 z 15 Wojewoda Łoś miał na dziedzińcu trzy bramy: senatorską, szlachecką i chłopską. Stróże pilnowali, ażeby nikt nie wszedł niewłaściwą. Nie wszyscy szlachcice mogli i umieli tak wyraźnie oznaczać swoje przekonania o różnicy stanów, ale niewątpliwie wszyscy to przekonanie podzielali, zwłaszcza w odniesieniu do chłopów. Wspomniany Kiełczewski, gdy na polowaniu ekonom radził mu usunąć się przed nadbiegającym niedźwiedziem, dumny pan pozwolił niedźwiedziowi poszarpać się, a ekonomowi dał chłostę z napomnieniem: „Nie strasz ty, chłopie, pana, bo pan nie baba". — Wojewodzinie Potockiej, matce Szczęsnego, przy wsiadaniu dworzanin podawał kułak, bo jej ramienia dotknąć się nie ważył. Szlachta czuła i objawiała zawsze tak wielką pogardę dla chłopów, że nie znosiła ich nawet w swej służbie. „Było rzeczą bardzo wstydliwą — mówi Kołłątaj — utrzymywać między dworzany ludzi nieszla-checkiego pochodzenia, a jeśli się zdarzył podobny wypadek, nie zaszczycony klejnotem szlacheckim był wystawiony na tysiące przykrości, a pan uważany jako niedobry obywatel, nieprzychylny krwi szlacheckiej i często bardzo wystawiony na wielorakie podczas sejmików afronta". Była to odraza już nie tylko społeczna, ale jak gdyby rasowa.
|