|
Wpisany przez Administrator
|
|
Piątek, 29 Maj 2009 22:19 |
|
Strona 2 z 27 Jeżeli sprawy ogólne albo raczej szlacheckie tak mało zajmowały posłów, że wielu z nich nie uczęszczało wcale na obrady i projektowano ustanowić dla nich „rygor prawa", to tym mniej pobudzała ich sprawa włościańska, którą znaczna większość posłów uważała za rozstrzygniętą w teorii i w praktyce, dobrze i ostatecznie. Gdy czytali w Dzienniku Handlowym i Ekonomicznym (marzec 1789 r.), że wieś Chruszczówka w województwie podlaskim ma chłopów ciągłych (sprzężajnych) 10, którzy robią po 10 dni pańszczyzny; gdy w lustracjach czytali skargi poddanych na dziedziców, starostów i administratorów, że ci nie tylko zmuszają ich do tańszego najmu przymusowego, ale nadto płacą kwitkami i każą je odnosić do arendarza, płacącego im wódką, którą „trzeba pić, boby pieniądze przepadły"; gdy w lustracji województwa kaliskiego (1789) pokazano im skargę podpisaną przez ławnika Ścieszka ze wsi Wi-niary, który pisze: „Zdejmcie z nas to tak przykre jarzmo, bo zaprawdę w cięższej pozostajemy niewoli niż niewierne żydostwo. Już kilku gospodarzy poszło... i z nas by tu przytomnych mało już lub nic do tego czasu nie było zostało, gdyby nas praca ojców na tym miejscu i właściwe zabudowania i porządki nie zatrzymywały"0; gdy — mówię — posłowie większości sejmowej znali te i tym podobne fakty, to widzieli w nich wypadki normalnego biegu życia. Reformatorskie projekty i napominające głosy w literaturze przebrzmiewały mimo ich uszu lub drażniły jak brzęczenie natrętnych i dokuczliwych komarów. Pomimo że zaledwie kilkanaście lat minęło od pierwszego rozbioru, w który państwa zaborcze wplotły niebezpiecznie dla Polski kwestię chłopską, nie poświęcono w jej obecnym sejmie wyłącznie ani jednego posiedzenia.
|