| Rozdział XVIII |
|
|
|
| Wpisany przez Administrator | ||||||||||||||||
| Wtorek, 26 Maj 2009 18:28 | ||||||||||||||||
Strona 14 z 14 Ambasador rosyjski Stackelberg, który z tych wszystkich upodleń korzystał, w znacznej części sam je stwarzał i jednocześnie nimi gardził, powiedział z szyderstwem, że po śmierci Czartoryskiego, wojewody ruskiego, nie ma przed kim w Warszawie zdjąć kapelusza. Wszyscy posłowie rosyjscy wiedzieli dobrze nie tylko o tym, ilu „wiernych synów ojczyzny" i za jaką cenę można było kupić, ale także o tym, że w armii litewskiej przez cały czas panowania Augusta III „nikt nie widział hetmana na koniu"; że (w r. 1776) było 3928 żołnierzów, a 1272 oficerów, a w polskiej na 30.000 żołnierzy 20.000 rang oficerskich, skąd powstało przysłowie: „dwa dragony a cztery kapitany" — taka siła zbrojna wobec niebezpieczeństwa zagłady politycznej z trzech stron; że gdy uchwalono (1789 r.) 10 groszy podatku dochodowego, prawie wszyscy podali swe dochody fałszywie; że „ogół obywatelstwa nie tylko nie był ofiarnym, lecz poza swym obowiązkiem daleko w tyle pozostał, w całej Rzeczypospolitej z wyjątkiem 3—4 województw złożył dowód brzydkiego skąpstwa i jeszcze brzydszej nierzetelności... Doszło do tego, że posłowie, rozsądnie przemawiający, uważali za konieczne głosy swe zaczynać lub kończyć zapewnieniem, że od nikogo żadnych pieniędzy nie brali").
Przytoczyliśmy te objawy zbytku, zdziczenia i zepsucia szlachty w tym głównie celu, ażeby okazać, że ona, nieudolna gospodarczo, karmiąca się pasożytniczo pracą ludzi, wytrawiona z uczuć moralnych i obywatelskich, opętana egoizmem nie tylko nie chciała, ale nie mogła wstrzymać się od wyzysku poddanych, a tym mniej myśleć o poprawie ich położenia. Pomimo złudnych pozorów była ona w XVIII w. zarówno moralną jak materialną ruiną. A jak cnotliwa gromadka Lota nie zaprzeczała grzeszności Sodomy, tak zacne wyjątki nie zakrywały swym światłem ciemności zepsucia ogółu szlachty tego stulecia.
|


