| Rozdział IV |
|
|
|
| Wpisany przez Administrator | ||||||||
| Sobota, 23 Maj 2009 17:43 | ||||||||
Prawdopodobieństwo wtargnięcia Normandów. Ich podobieństwo do szlachty polskiej. Państwo z podboju. Zagadkowy przewrót. Słabe punkty hipotezy najazdu. Poczucie rodowości u szlachty i ludu. Feudalizm w Polsce. Przemiana pojęć własności i wolności. „Nigdy i nigdzie — mówi L. Gumpiowicz1* — nie powstawały państwa inaczej jak drogą podboju, przez który jakiś szczep najezdniczy ujarzmia ludność obcoplemienną". Czy przed osiedleniem się plemion słowiano-pol-skich żyła na przestrzeni między "Labą i Wisłą jakaś ludność pierwotna — nie wiemy. Należałoby więc w myśl powyższej reguły odszukać inny podbój. Nęci nas, chociaż może zdradnie, przypuszczenie, że plemiona te stanowiły ludność rodzimą, która uległa najazdowi. Nasuwa się domysł najprawdo-podobniejszy. Zaiste byłby to przypadek dziwny i niezrozumiały, gdyby wojowniczy szczep skandynawski, Normandowie, którzy (VIII—IX w.) wtargnęli morzem od północy, zachodu, południa i wschodu we wszystkie lądy Europy i założyli w nich swoje większe i mniejsze, trwałe i zanikłe gniazda, gdyby ci śmiali i przez długi czas niezwyciężeni korsarze nie wdarli się głęboko w najbliższe im krainy nadmorskie i nie osiedlili się tam wśród plemion zachodnio-słowiańskich2). Są zresztą świadectwa ich przybycia, nie ma tylko świadectw ich wpływu i ustosunkowania się do ludności tuziemczej. Natomiast wiadomo, że opanowawszy Anglię, pomimo silnej nienawiści jej mieszkańców zmieszali się zupełnie z ludnością miejscową i wszczepili w nią pierwiastek wielkiej energii, który dotąd ujawnia się w charakterze narodu angielskiego, „ów duch rycerski — mówi Macaulay1' — który tak poważny wpływ wywarł na politykę, moralność i obyczaje wszystkich narodów europejskich, znachodził się u Normandów w swej najwyższej potędze. Ich rycerze odznaczali się wdzięczną postawą i ujmującym obejściem, niemniej jak zręcznością w układach i naturalną wymową, w której się pilnie kształcili. Jeden z ich dziejopisów chełpliwie twierdził, że szlachcic nor-mandzki od kolebki jest mówcą. Główna wszakże ich sława płynęła z ich czynów wojennych". Gdy wpatrzymy się uważnie w te znamienne rysy Normandów, zaznaczone przez historyka angielskiego, dostrzeżemy łatwo wspólne z charakterem dawnej szlachty polskiej. Jej rycerskość, zdumiewająca śmiałość, awanturniczość, gotowość do odległych wypraw, skłonność i zdolność do krasomówstwa, umiłowanie swobody, wdzięk zewnętrzny i ujmujące obejście oraz inne' cechy, których wcale nie spotykamy w naszych chłopach, przypominają korsarzów północnych. Gdy zaś znajdziemy się dziś wśród Anglików i Szwedów, uderzy nas ich nadzwyczajne podobieństwo do polskich typów szlacheckich. Zapewne tego rodzaju zewnętrzne powinowactwa mogą być przypadkowe i same przez się nie dowodzą pokrewieństwa szczepowego, nabierają one jednak znaczenia w związku z innymi dowodami, z których wyłoniła się „hipoteza najazdu".
Normandowie podbiwszy Anglię całą jej ziemię uznali za własność panującego, który ją rozdzielił pomiędzy swych wodzów. Większość historyków polskich godzi się na to, że za Piastów monarcha był właścicielem całej ziemi swego państwa. „Na podstawie dochowanych do nas dyplomów— mówi K. Dunin2) — twierdzić można z pewnością że na początku w. XIII żadne zawładnięcie ziemią na prawach właściciela nie mogło mieć miejsca bez nadania książęcego, czyli że książę był panem całej ziemi, nie będącej jeszcze w posiadaniu prywatnym. Wszakże ten porządek rzeczy nie datuje się dopiero od XIII w. Nie ulega wątpliwości, że prywatna własność gruntowa, która istniała już na początku XIII w., tą tylko powstała drogą". „Książę polski — powiada Małecki3' — uważał się za dziedzicznego pana i bezwarunkowego właściciela kraju swojego, to jest wszystkiej ziemi jego, o ile z woli książęcej poszczególne części takowej nie były wyiątkowo tu i ówdzie na własność ponadane prywatnym." Zupełnie też ścisłe jest twierdzenie W. Kętrzyńskiego1', że „w Polsce nie istniała pierwotnie żadna własność bezwarunkowa, która by na wszystkich zstępnych pierwszego właściciela po bliższości przechodziła."
„Bardzo trudno — mówi A. Krasiński2' — potężne państwo z silną i nieograniczoną władzą książęcą skonstruować ze znanych nam i domniemanych urządzeń włościańskich; wiele też pozostaje niejasne i niezrozumiałe". Rzeczywiście, jeśli przyjmiemy w epoce przedhistorycznej istnienie własności ziemskiej, rodowej lub jednostkowej, to jak wytłumaczyć w epoce historycznej należenie całej ziemi kraju do monarchy? Kiedy i jak spełnił się ten radykalny przewrót? Czy mógł on dokonać się samym rozwojem stosunków wewnętrznych? Odpowiedzi na te pytania dotychczas nie ma poza „hipotezą najazdu", która utrzymuje, że „na zasadzie prawa wojennego stał się naczelny wódz szczepu przybyłego wyłącznym właścicielem kraju i wyłącznym panem ludności, która jako podbita stała się niewolną" (Pie-kosiński). Kiedy ten wypadek nastąpił — jeżeli nastąpił — nie wiadomo. Wiadomo tylko, że w X w. wysuwa się na czoło książąt dynastia Piastów, która zaczyna łączyć plemiona i dzielnice dla stworzenia z nich państwa. Jego władca jest już w posiadaniu tych praw, które przywłaszczał sobie zdobywca'.
Nie można jednak zaprzeczyć, że „hipoteza najazdu" ma swoje słabe strony. Przede wszystkim brak jej historycznego a nawet legendowego dowodu, brak jej jakiegokolwiek zapisanego lub zapamiętanego faktu, który by świadczył o ujarzmieniu ludności tubylczej przez obcych przybyszów.
Przeciwnie, Gallus w zagajeniu swej Kroniki jako szczególną właściwość Słowiańszczyzny polskiej zaznacza to, że ona „powielokrotnie napastowana, nigdy ujarzmiona nie była". Nie jest również wykluczona możliwość procesu, z którego Naruszewicz1' (niepomny swego twierdzenia, wyżej przytoczonego) wywodzi nierówność społeczną wśród ludności polskiej. Istnieje ona — według niego — już w zaraniu, a potem rozwijając się drogą współzawodnictwa, wojen, szczególnych uzdolnień i odznaczeń, daje panowanie jednym nad drugimi. „Powszechne w narodach wojowniczych mniemanie, że zaszczyt szlachectwa i swobody zawisł na szabli, a zapocone znojem rolniczym dłonie podłości i niewolnictwa nosiły znamię, sprawiło w Słowiańszczyźnie pogardę wieśniaczego gminu. Napadając na obce państwa, zbierając pojmańców i włościan bezbronnych, nowym jeszcze zwycięstwa prawem pomnożyli liczbę niewolników, którymi wsie swoje i grunta osadzili. Powoli gmin ten nieorężny, bez mocy obyczajów i oświecenia, zapomniał na prerogatywy ludzkiej równości, a przechodząc w dziedzictwie od jednego do drugiego pana, już i przekonany został, że się do niewoli narodził". Jest w „hipotezie najazdu" jeszcze inny punkt zagadkowy. Mianowicie, jeżeli twierdzimy, że masa plemienna, z której powstało państwo polskie, była zorganizowana w rody, to rozumiemy przez nią przede wszystkim lud, pierwiastek tubylczy, potomstwo pierwszych osiadłych przybyszów z gniazda prasłowiańskiego. Otóż ten lud powinienby zachować w swym życiu jakieś ślady dawnej rodowości. Tymczasem nie dostrzegamy ich prawie wcale a przynajmniej nie tak wyraźnie, ażeby mogły służyć za oczywisty jej dowód.
W nadaniach ziemi z osiadłymi na niej ludźmi są wzmianki, że oni mają przejść w nowe posiadanie z całymi rodzinami, najczęściej z braćmi (cum fratribus), ale to mogło być tylko dokładnym określeniem darowizny2'. Jeżeli czytamy np., że Bronisław, comes Poloniae, ofiaruje (1236 r.) dobra na budowę klasztoru w Paradyżu „za zgodą brata Sędziwoja, jego syna Jarosława oraz żony i krewnych"3', to widzimy wyraźnie węzły rodowe. Natomiast wątpliwe jest, czy je uznać trzeba w zwyczaju wymagającym obecności wszystkich krewniaków użytkownika przy akcie sprzedaży gruntu. Zwyczaj ten, który zachował się długo — przed spisaniem takiego aktu ława gminna wołała, aby „się ozwał ten, który miał do tej roli b 1 i s k o ś ć"1' — mógł być po prostu wyrazem zasady dziedziczenia. Szlachta polska zachowuje pojęcia rodowe; tymczasem wśród ludu, który przecie jest bardzo konserwatywny, nie ujawniają się one wcale. Stojąc na stanowisku odmienności pochodzenia tych dwóch żywiołów należałoby objaśnić tę różnicę przypuszczeniem, że przybysze-zdobywcy przynieśli własny ustrój rodowy, który zachowali w swobodzie, podczas gdy lud musiał swój stracić w niewoli.
Pomimo tych wszystkich wątpliwości „hipoteza najazdu" nie jest domniemaniem, które by należało pogrzebać ostatecznie na cmentarzu pomysłów poronionych, zwłaszcza że są pewne fakty i objawy, które tylko ona jedna tłumaczy.' Nieliczne i ubogie źródła do dziejów chłopstwa Polski rodzącej się nie pozwalają nam wyznaczyć na gruncie historycznym zwrotnych punktów w początkowych okresach rozwoju stosunków między rycerstwem, późniejszą szlachtą a ludem rolnym. Wprawdzie przemiana tych stosunków w wiekach średnich nie odbywała się w szybkim tempie i raz ustalony ich układ mógł trwać długo; trudno jednak przypuścić, ażeby on przez kilkaset lat pozostał niewzruszony i ażeby położenie chłopa polskiego w XIII w. było literalnie takie samo jak w X. Ale zbadania dokonanych zmian musimy w braku dowodów tymczasowo się wyrzec i przedstawić tylko ten ustrój społeczny, jaki się odbija ułamkowo w dokumentach pewnych XII a głównie XIII w.
Chociaż Piastowie usiłowali scalić państwo polskie, a niektórym z nich udawało się na krótki czas cel ten osiągnąć, przez cały czas jednak rządów tej dynastii Polska składała się z mniej lub więcej samoistnych dzielnic, których książęta opierali się panującemu wśród nich naczelnie. Skutkiem ciągłych wojen między dzielnicami zmieniały się ich zwierzchnictwa a zarazem poddaństwo ludu; nie można więc mówić o jakimś ogólnym i stałym jego stosunku'w X—XIII w. do tych monarchów, których nam ukazują podręczniki jako pierwszych królów polskich, lecz o stosunku do księcia, który nim władał.
Według prawie powszechnego przekonania historyków Polska nie miała feudalizmu. Pewnika tego nie można przyjąć bez zastrzeżeń. Polska rzeczywiście rozwijała się oryginalnie, szła swoim własnym torem, odmiennym od dróg, którymi posuwały się inne państwa europejskie. Jej monarchia, jej rzeczpospolita, jej parlament, jej trybunały, niemal wszystkie jej instytucje publiczne były tylko nazwami podobne do obcych. Ale jak nie można powiedzieć, że była ona republiką, bo miała króla, tak nie można, że nie znała zupełnie feudalizmu. Pomimo swej odrębności zbyt wczesne i liczne stosunki utrzymywała z Zachodem, ażeby mogła bezwzględnie oprzeć się jego wpływowi, zwłaszcza że od niego przejęła główne pierwiastki i formy kultury. Niewątpliwie, wielka różnica poziomów rozwoju w wiekach średnich nie pozwoliła przenieść na grunt polski wykończonej budowy feudalizmu, ale pewne jego wiązania tu się przedostały. Książę jest właścicielem i panem całej przestrzeni kraju, nad którym panuje; szlachta-rycerze otrzymują od niego ziemie pod warunkiem spełnienia pewnych obowiązków, a zwłaszcza służby wojskowej; ci znowu oddają ziemie w użytkowanie pracownikom rolnym pod warunkiem wykonywania pewnych powinności i składania danin; poddani nie podlegają ogólnym prawom i władzy monarchy, lecz woli swego bezpośredniego pana. W tej sieci uzależnień nie trudno dostrzec włókien feudalizmu. „Ten stosunek (księcia do obdarzonych przez niego ziemią rycerzów i ich poddanych) — mówi Kutrzeba1' — jest podobny do lenna, mianowicie o ile chodzi o ziemię, którą lennik, podobnie jak woj, dostawał od księcia. Brakło jednak podporządkowania osób, które przychodziło przy lennie do skutku w ściśle określonych formach"... „Ponieważ nieograniczona własność w Polsce pierwotnej nie istniała — powiada Kętrzyński2' — włodycy, ziemianie i chłopi swobodni byli rodzajem lenników książęcych; chłopi zaś swobodni w prywatnych, nieksiążęcych włościach siedzący, byli 1 e m a n a m i (nazwa w przywilejach krzyżackich), to jest byli w takim samym mniej więcej stosunku do swoich panów, jak ci do księcia". Stosunki feudalne wytwarzają się w Polsce nawet po okresie ich trwania w Europie zachodniej pod swoistymi postaciami: widzimy je w szlachcie mazowieckiej poddanej proboszczom płockim3'; widzimy w „państwie Radziwiłłów", uwolnionym przywilejami królewskimi od podległości władzom krajowym i zależnym tylko od króla, w którym nawet szlachta, zrzekłszy się swoich praw i swobód, zrównała się z chłopami wobec ,*niłostiwego hosudara" — Radziwiłła4'. „W XVII i XVIII w. — pisze A. Rembowski1* — występują na jaw w daleko obszerniejszym zastosowaniu lenna, bardzo pod względem ekonomicznym zbliżone do stosunków wieczysto-czynszowych, a które nazywalibyśmy raczej prywatnymi, nie zaś feuda ignobilia — terminem spotykanym na zachodzie Europy. Lenna bowiem prywatne przeznaczone były także dla zubożałej szlachty i jedynie pod wpływem nieodzownej potrzeby przypuszczano do nich niższe stany. Tylko owe nadania lenne nie były czynione przez organy władzy państwowej, lecz przez pojedynczych magnatów i posługa rycerska, będąca podstawą zobowiązań lennych, zacierała w sobie coraz bardziej pierwotny charakter, zniżając się do znaczenia usługi ekonomicznej, ocenianej w danym razie na czynsz pieniężny".
Jednym z ważniejszych znamion feudalizmu była własność podwójna. Pojęcie własności podlegało w ciągu wieków gruntownym zmianom, a obecne jej rozumienie jest tak świeże, że (według Grimma) wyraz niemiecki Eigenthum jest nowego pochodzenia. Z dzierżaw i poddzierżaw feudalizmu rozwinął się system podwójnej własności: bezpośredniej I użytkowej (dominium directum et utile). „W dzierżawie wieczystej — mówi Laveleye2) — i w kolonacie, czyli osadnictwie, widzimy podwójną własność, która cechuje lenność czynszową: zwierzchnik zachowuje główny majątek wraz z dochodami... do rolnika zaś należy używalność dziedziczna. Stosunek ten sformułował się wyraźnie w holenderskim beklem-regt, we włoskim contratto di libelło i w portugalskim aforamento. R. Hube tak kreśli przemianę pojęć w tej dziedzinie: „Naprzód weszło w użycie wyrażenie: posiadać pełnym prawem, posiadać na wieki, następnie — posiadać prawem dziedzictwa, po czym dopiero zjawiło się wyrażenie proprietas (własność), a w końcu dominium (własność bezpośrednia, bezwzględna)"3'. O tym rozróżnianiu a zwłaszcza o własności podwójnej winniśmy pamiętać przy określaniu stosunków pańszczyźnianych i czynszowych w Polsce.
Jak pojęcie własności, również pojęcie wolności miało w różnych czasach różne znaczenia. Wolnym w rozumieniu obecnym nie był żaden chłop księcia polskiego. Hindus azjatycki nie może istnieć poza obrębem kast, bo układ życia społecznego zmusza go do związania się z którąkolwiek, gdyż jako luzak stanie się wyrzutkiem, oderwanym od społeczeństwa, pozbawionym jego opieki i korzyści. Tak samo w średnich wiekach każdy musiał się poddać jakiejś opiece i zapłacić za nią odpowiednią zależnością. Wtedy bowiem nie było powszechnie obowiązujących i ściśle przestrzeganych praw, nie było ogólnie uznanych i szanowanych instytucji, zapewniających każdemu obywatelowi bezpieczeństwo życia i swobodę działania. Stosunki ludzkie regulowała bądź samowola, bądź władza, bezpośrednio lub pośrednio uzyskana od księcia. Rycerstwo polskie nie trudniło się w takiej mierze i ohydzie, jak zachodnio-europejskie, rozbojami, chwytaniem i ograbianiem wieśniaków, ale u nas również w średnich wiekach prawdą był krzyk mędrca: „Biada samotnemu!" Wśród bezprawia, gwałtów i niemożności istnienia bez jakiejś mocnej opieki, najroztropniej i najbezpieczniej było pozyskać ja od pana za cenę poddaństwa. Wtedy pęta niewoli wiązały się same bez udziału okrucieństwa i chciwości. Dopóki życie społeczne było proste, dopóki istniała organizacja rodowa i opolowa, w jej granicach wieśniak poruszał się dość swobodnie i obawiał się tylko wroga zewnętrznego, chociaż i w tym wypadku czuł się osłonięty zbiorowością, do której należał. Inaczej kształtowało się położenie po rozstroju rodów i zindywidualizowaniu się ich jednostek. Każda z nich musiała skryć się poza jakiś mur, ochraniający ją od gwałtu. O tym również pamiętać trzeba przy ocenianiu ówczesnego uprawnienia chłopów a zwłaszcza tak zwanych „wolnych".
|


